Joanna Julia: Zuzanna cześć, witam cię serdecznie.
Zuzanna Kuhl: Cześć kochana.
Joanna Julia: No dobrze, słuchaj. Chciałam dzisiaj porozmawiać o twoim biznesie, ponieważ twój biznes został zainspirowany twoją własną, bardzo osobistą historią.
Zuzanna Kuhl: Tak jest. I powiem ci szczerze, jeszcze zanim do niej dojdę, to to cały czas jakoś trudno jest mi w ogóle myśleć o tym, co ja robię, jako o biznesie. Więc to też jest dla mnie w pewnym sensie wyzwanie, bycie w twoim podcaście, bo właśnie przez to, że ja jestem terapeutką, pracuję z dorosłymi dziećmi dysfunkcyjnych rodziców i w zasadzie cała ta moja droga do tego zaczęła się no od mojej własnej historii na tym tle, z której przez większość mojego życia nie zdawałam sobie sprawy aż do momentu, kiedy niechcący w pracy mojej ówczesnej siedzieliśmy z kolegami z pracy i słuchaliśmy sobie radia gdzieś tam w tle i był wywiad z panią psycholog. I ona powiedziała o czymś takim jak parentyfikacja, czyli o zamianie ról między dzieckiem a rodzicem w domu rodzinnym. I ja nagle zdałam sobie sprawę, że to jest moja historia, mimo że do tej pory się wydawało, że moja relacja z moją mamą, która sama mnie wychowywała, że moja relacja z moją mamą jest po prostu wspaniała, że my jesteśmy tak blisko ze sobą i rzeczywiście byłyśmy blisko, tylko to była taka bliskość mocno toksyczno-symbiotyczna.
Joanna Julia: Na czym polega ta parentyfikacja?
Zuzanna Kuhl: Na tym, że na przykład dziecko czuje się odpowiedzialne za rodzica, dziecko czuje się odpowiedzialne za stan emocjonalny rodzica. Dziecko zrobi wszystko, żeby mamusi nie przysparzać dodatkowych problemów, bo mamusia ma i tak już swoje problemy, więc nie będę jej mówić o tym, że ja mam jakiś tam mój dziecięcy kłopocik.
Joanna Julia: Mowa o dzieciach czy również o dorosłych dzieciach?
Zuzanna Kuhl: Znaczy, parentyfikacja to jest… to jest stricte zamiana ról między dzieckiem a rodzicem. Natomiast wszystko, co się dzieje w dzieciństwie, jest fundamentem tego wszystkiego, co się dzieje później w naszym dorosłym życiu, więc to ma wpływ na całe nasze życie. I w momencie, kiedy jesteśmy ofiarami parentyfikacji w dzieciństwie, wykształcamy w sobie różne psychologiczne mechanizmy, żeby się przed tym obronić, jakby, żeby móc przetrwać w tym, co jest dla nas, no tak naprawdę, toksyczne, żeby w tym jakoś wytrwać. I później to się bardzo przekłada na nasze dorosłe życie.
Joanna Julia: Więc teraz ty pracujesz z takimi osobami.
Zuzanna Kuhl: Dokładnie, dokładnie. Między innymi z takimi osobami, bo tych, jakby, dysfunkcji w dzieciństwie może być mnóstwo. Parentyfikacja jest tylko jedną z nich.
Joanna Julia: Natomiast Ty się z tym uosabiasz, tak? Z jakimi jeszcze dysfunkcjami ty pracujesz?
Zuzanna Kuhl: Wiesz, wszystkie jakby… Ponieważ to, co się wydarzyło w naszym dzieciństwie, jest naszym fundamentem, a w pewnym sensie każdy dom był dysfunkcyjny, jakby, rodzic jest po prostu człowiekiem i nie jest w stanie być zawsze idealnym rodzicem dla dziecka. I dysfunkcja w dzieciństwie to niekoniecznie jest to, że było bicie, picie i po prostu giga przemoc i wielkie traumy. Ale to też może być to, że na przykład rodzice byli skupieni na pracy, czyli byli nie… emocjonalnie niedostępni albo fizycznie niedostępni dla dziecka. I niby jakby wszystko jest okej, no bo rodzice chcą zapewnić dziecku jak najlepsze warunki i tak dalej, ale tak naprawdę to, co dziecko potrzebuje, to jest obecność, to jest bliskość z rodzicami. A kiedy ich nie ma, bo oni cały czas pracują, no to nie ma tej bliskości. Więc to naprawdę nie muszą się dziać straszne rzeczy, ale oczywiście te straszne rzeczy powodują jeszcze większe traumy i sprawiają, że mamy jeszcze większy bagaż. No i to są zachowania rodziców od właśnie przemocy, zaniedbania i takich naprawdę hardkorowych sytuacji, z którymi właśnie się spotykam na sesjach z ludźmi, z którymi pracuję. Ale to też jest druga skrajność, czyli nadopiekuńczość, czyli wychowanie dziecka w taki sposób, żeby było niesamodzielne, wyręczanie dziecka we wszystkim i… i jakby trzymanie, trzymanie tego człowieka przy sobie, nawet jeżeli on już jest dorosły, manipulowanie poczuciem winy.
Więc to są takie bardzo delikatne mechanizmy, niekoniecznie to jest przemoc wprost, to jest wtedy przemoc emocjonalna i my często wtedy właśnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to w ogóle jest przemoc i że to w ogóle jest dysfunkcja, dlatego, że „no przecież rodzice chcieli dla mnie jak najlepiej, to było dla mojego dobra”. Natomiast nie, to nie było dla dobra dziecka, nie, jakby rodzic sam sobie zapewniał… zapewniał jakieś własne luki z własnego dzieciństwa przez to, że miał dziecko. Jakby dziecko było instrumentem i narzędziem do zapełniania jakiś jego dziecięcych braków, czy dziecięcych braków rodzica.
Całość wywiadu Joanny Julii Chęcińskiej i Zuzanny Kuhl posłuchasz tutaj.






Dodaj komentarz